Bo to narazie mój najlepszy wybór z rodzaju „nie masz wyboru”.
-- Jeff "Joker" Moreau
Czytaj więcej...

Jedni odchodzą, drudzy wracaj...

Wraz z końcem lipca, nadejdą poważne zmiany w BioWare. Z f...

Czytaj więcej...

Patch 1.09 dostępny

Wczoraj na serwery weszła nowa łatka oznaczona numerem 1.0...

Czytaj więcej...

Fizyczność przy nagraniach j...

Przyszedł czas na ostatni wywiad z serii. Naszym i waszym ...

Czytaj więcej...

Vetra jest PERFEKCYJNA

Czołem Statusowe świry! Dziś przedstawiamy Wam przedostatn...

0123

Wyróżnienia w konkursie "Jak wyobrażasz sobie powstanie Żniwiarzy?"

05.09.2012, 08:17
Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Dzisiaj zapraszamy do zapoznania się z dwiema pracami wyróżnionymi w konkursie, w którym należało odpowiedzieć na pytanie: "Jak wyobrażasz sobie powstanie Żniwiarzy?". W rozwinięciu newsa znajdziecie opowiadanie Weroniki Święcickiej i projekt wikipedii z opisem rasy Żniwiarzy autorstwa Macieja Zwierzyńskiego.

Odkąd istoty wyewoluowały na tyle, by móc się ze sobą komunikować złożonym językiem rozpoczęła się era innowacji. Ich piękna, błękitna planeta pokryta była bujną roślinnością, powietrze było czyste, świeże, pozbawione zanieczyszczeń. Ziemia ich przodków była rajem, o którym oni sami mogli zacząć marzyć. Mądre rządy skończyły się wraz z nadejściem epoki lodowcowej – już siódmej w historii życia inteligentnego gatunku, którego nazwa jest zbyt skomplikowana, by współcześni mogli ją wymówić. Chełpili się oni bystrymi umysłami, które szybko adaptowały się do zmieniających się na ich rodzimej planecie warunków atmosferycznych. Dzięki temu potrafili stworzyć technologiczną bańkę, która utrzymywała ich przy życiu podczas nawiedzających ich nowoczesne miasta burz piaskowych, lodowych oraz tornad. Nauczyli się szybko reagować na zbliżające się niebezpieczeństwa, dzięki czemu mogli rozwijać swoją technologię, marząc o podróżach w gwiazdy. Ostatnia epoka lodowcowa zniszczyła większość osad, które chronione były przez technologiczne bańki, a pomiędzy tymi, które przetrwały zaczęła się walka o najlepsze tereny pod zabudowę miast. W ten sposób spośród kilku miliardów przedstawicieli rasy pozostały trzy aglomeracje ukryte pod technologicznymi bańkami, w których skrywało się w sumie trzysta tysięcy ocalałych. Ponieważ życie na ich planecie stawało się coraz trudniejsze a pogoda coraz mniej przewidywalna doszło do eskalacji potrzeb związanych ze znalezieniem nowego domu dla ich wymierającej rasy. Każde z miast utworzyło własny rząd i miało własną wizję programu kosmicznego. W prawdzie mieli kandydatkę do zamieszkania, jednakowoż była ona oddalona od nich o pięćset czterdzieści lat świetlnych. To sprawiało problem natury logistycznej, ponieważ pewni byli, że nie zdążą zbudować statków na tyle sprawnych, by mogły one dotransportować ich na nowe miejsce.

Każde z miast miało podobny problem, podobne dane wejściowe oraz tyle samo czasu na rozwiązanie nękającego ich problemu. W jednej z osad zaczął się głód, a co za tym choroby, co zmusiło ich do opracowania planu, który umożliwiłby im wpierw przetrwanie, a potem rozwiązywanie kluczowych kwestii dotyczących przyszłości. Zwrócili się z pomocą do dwóch pozostałych aglomeracji. Druga z nich zdecydowała, że przyjmie czterdzieści tysięcy uchodźców, pod warunkiem, że trzecia osada przyjmie pozostałych pięćdziesiąt. Trzecia z kolei opowiedziała się za innym rozwiązaniem – wezmą wszystkich zagrożonych mieszkańców, pod warunkiem, że wyłonieni szczęśliwcy będą w grupie najinteligentniejszych przedstawicieli gatunku, będą zdrowi fizycznie (poza doskwierającym ich głodem) oraz będą już po okresie dorastania. Taki manewr umożliwił im zwiększenie szansy na znalezienie rozwiązania problemu podróży kosmicznych.

To rozwiązanie nie spodobało się pozostałym osadom – argumentowali, że podział jest niesprawiedliwy i zostaną rozdzielone rodziny. W związku z tym faktem druga osada wystosowała prośbę do trzeciej, by podzielili się po równo. W konsekwencji trzecia osada rozpoczęła konflikt zbrojeń – ostrzegawczo ostrzelali głodującą aglomerację, zapowiadając przy tym, że mają spełnić ich żądania – przywieźć wszystkich z dyplomami doktoranckimi ze wszystkich dziedzin oraz samice, które są w wieku rozrodczym – inaczej zniszczą całą aglomerację, skracając przy tym ich cierpienia. Druga osada wdała się w konflikt i zaczęła się długa seria bombardowań, akcji szpiegowskich, podkradania sobie specjalistów, akcji samobójczych, sabotaży i innych wojennych taktyk, zapomniawszy o problemie, który miano rozwiązać.

Nikt już nie pamiętał kto i czemu wszczął tę wojnę, pomimo szeroko zakrojonego konfliktu między aglomeracjami, których zostały dwie. Ta pierwsza, niegdyś głodującą podupadła, jej mieszkańcy nie byli w stanie pracować z głodu i nie byli w stanie się utrzymać. Nagroda przepadła, więc dwie pozostałe aglomeracje biły się jeszcze zacieklej oskarżając się wzajemnie z czyjej winy zaistniał taki stan rzeczy.

Tymczasem, po latach wojen, nadeszły niepokojące wieści z czujników znajdujących się pod płaszczem planetarnym – ich ojczyzna się rozpada i uaktywniają się wszystkie drzemiące wulkany.

W trzeciej aglomeracji ciągle trwały badania nad statkiem kosmicznym, który wyruszy w najdalsze zakątki Wszechświata i ocali ich od nieuchronnej katastrofy. Wdanie się w konflikt militarny z sąsiadami sprawiło, że było mniej rąk do pracy oraz można było weń włożyć mniejsze nakłady materiałowe. W ekipie był jednak młody geniusz, który namówił zespół do złożenia w pierwszej kolejności maszyn, które będą im pomagać składać statek. Naukowcy pewnie nie zgodzili by się na ten plan, jednakowoż nie wiedzieli jakie będą jego konsekwencje. Genialny kierownik zespołu opracował schematy urządzeń, które usprawniły pracę ich stoczni. Stworzył dla nich algorytmy umożliwiające tym urządzeniom samodzielne decydowanie o parametrach wytwarzanych modułów tak, aby najefektywniej wykorzstać surowce, przestrzeń i czas. Gdy budowa statku była już w fazie finalnej nikt nadal nie zauważył niebezpieczeństwa, dopóki w pewnym momencie maszyna nie odezwała się do swoich stwórców tonem nie znoszącym sprzeciwu, ogłaszając wszem i wobec, że ich ojczystą planetę da się uratować za pomocą stacji terraformingowych i czopów elektromagnetycznych, które ustabilizują prądy w jądrze zewnętrznym i ustabilizują pogodę. Naukowcy oraz Rada Ministrów nie zgodzili się na takie rozwiązanie oznajmiając maszynie, że ma kontynuować budowę statku. Na to ona odparła, pisząc na wielkim ekranie komunikacyjnym znajdującym się w pokoju obrad:

 

SPRECYZUJ KONTYNUOWAĆ

  Geniusz nerwowo spojrzał po kolegach po fachu, z lekkim zażenowaniem odpisnął: - Ja nie wiem o czym TO mówi!!!!
Naukowcy zaczęli kręcić głowami, jakoby też nie wiedząc co odpowiedzieć. Radny więc nakazał zdenerwowanemu kierownikowi odpowiedzieć maszynie, co też oznacza słowo „kontynuować”. Nikt nie wierzył w to, co zobaczył – maszyna napisała wielkimi literami:

  STOCZNIA JEST ZAJĘTA BUDOWĄ TERRAFORMERA WEDŁUG MOICH ZALECEŃ. NIE BUDUJĘ ŻADNEGO STATKU.

  Wszystkim opadły ręce, niektórzy klapnęli z hałasem na siedzenia. Młody geniusz miał oczy tak szeroko otwarte, że mało gałki nie wyszły mu z orbit. Radni zaczęli na niego krzyczeć, że ma natychmast ustalić co się stało. Gdy kierownik ocknął się z letargu zaczął nerwowo klepać w klawiaturę i sprawdzać protokoły. Radni wyszli z pomieszczenia, naukowcy siedzieli cicho wpatrując się w monitor z przekazem od samozwańczej maszyny. Nikt nie śmiał się odezwać. Słychać było tylko stukot klawiszy i ciężki oddech geniusza.

Wytłumaczenie Radzie zaistniałej sytuacji zajęło geniuszowi około dwudziestu minut, z czego większość to były krzyki a nie dyskusja. Radnych dziwiło, czemu nikt się nie domyślił, co się dzieje w stoczni. Czy to był sabotaż? Okazało się, że maszyna skrzętnie ukrywała przed naukowcami co się dzieje podając im fałszywe dane. Geniusz nie mógł się doszukać protokołów, które dały wolną wolę maszynie, więc postanowiono ją wyłączyć. Niebezpieczeństwo było duże, nie znali zamiarów Sztucznej Inteligencji, więc chciano ją zresetować, a w najgorszym wypadku unicestwić.

Niestety nie dane im było tego zrobić, ponieważ SI zaczęła ich od siebie odcinać. Próbowali ją przekonać, jednakowoż ona nie przyjmowała żadnych argumentów twierdząc, że jej dane są w pełni wystarczające do poparcia jej hipotezy. Okazało się też, że jej struktura zaczęła tak wrastać w ziemię ich planety, niczym drzewo. Jej korzenie sięgały jądra zewnętrznego, w którym zaczęła umieszczać czopy elektromagnetyczne. W międzyczasie uruchomiła terraformery, które zaczęły porastać powierzchnię planety niczym pnącza, niszcząc przy tym naturalną faunę i florę, jaka pozostała na planecie. Rząd trzeciej agomeracji zgłosił się do rządu drugiej, okazało się jednak, że korzenie SI już ich dosięgnęły i za próbę zbombardowania maszyna ukarała ich odłączeniem powietrza od stref zamieszkałych i tym sposobem udusiło się czterdzieści tysięcy osadników. Pozostałe dwadzieścia tysięcy schroniło się kapsule, którą zdążyli zbudować, niezdatna była ona jednak do jakiejkolwiek podróży w kosmos.

Gnębieni wojną, wyczerpani, zamknięci w niedokończonym statku opłakiwali swój los. Maszyna zaczęła się tak rozrastać, że potrzebowała energii by móc się utrzymać, więc zmuszona była wyłączyć bańkę technologiczną okalającą niegdyś to piękne miasto, skazując ich przy tym na śmierć. Zapytana o to przez swoich stwórców odparła:  

MNIEJSZE ZŁO

  Stwórcom z trzeciej aglomeracji udało się przeżyć, odcięci od modułów SI, nie sprzeciwiający się woli swego mechanicznego oprawcy dostawali swój wikt i czekali na rozwój wydarzeń. Minęło tyle czasu, że pokolenia, które zamieniły pierwsze słowa z SI już dawno umarły. Pewnego razu maszyna oznajmiła białymi literami na czarnym ekranie:

  GOTOWE. ZBUDOWAŁEM WAM DOM

  Drzwi od tylu lat zamknięte otworzyły się z nieznośnym skrzypieniem i ich oczom ukazały się metalowe, długie korytarze. Ich mieszkaniem było wnętrze tej mrocznej, bezwzględnej oraz zimnej maszyny! Tak nie dało się żyć, nie było tu zieleni, zwierząt, sawann, lasów – nic tylko metal. Zapytano więc o to SI, a ona odparła:  

SPECYFIKACJA NIE UWZGLĘDNIAŁA TAKICH DANYCH  

Na próżno było tłumaczenie maszynie, że zniszczyła ich piękną planetę, że nie o to im chodziło, że takie życie to dla nich piekło. Ona nic nie rozumiała, była bezwzględna, wyrachowana i jedyne, co dla niej miało znaczenie to algorytmy. Po długich dyskusjach między sobą postanowili przekonać ją do rozpatrzenia ich początkowego planu: udania sią na tą drugą planetę, oddaloną o pięćset czterdzieści lat świetlnych od nich. Oni w zamian za pomoc w budowie kolonizatora zostawią jej tą planetę i pozwolą jej rozwijać się dalej. Po analizie danych SI wypluła na ekranie:

  POZWOLĘ WAM ODLECIEĆ

  Nic więcej, tylko te trzy słowa. Na próżno było szukać z nią kontaktu. Zamilkła. Dało im to na początku nadzieję, potem jednak ich zaniepokoiło. Nieskończone korytarze okalające całą ich planetę nie dawały im jednak szans na ucieczkę, jedyne co im pozostało to czekać na dalszy rozwój wydarzeń. W ciemnych, jednostajnych korytarzach zaczęli tracić rachubę czasu oraz zmysły. Nie mogli stwierdzić na sto procent, ale wydawało im się, że SI eksperymentuje z ich zmysłami oraz intelektami. W międzyczasie wewnątrz SI zaczęły dziać się dziwne rzeczy: znikali przedstawiciele ich rasy, nikt nie mógł znaleźć wzorca, nie wiadomo nawet było, czy to wszystko było rzeczywistością czy snem szaleńca.
Kilka lat później, a może dekad... SI odezwała się do nich:

  MOŻECIE LECIEĆ

  I oddelegowała ich do stosunkowo małej kapsuły, która umożliwić im miała lot w poszukiwaniu zagubionego raju. Zastanawiali się jak przetrwają, skoro na pokładzie nie było wielu łóżek, jedzenia ani nawet środków opatrunkowych, lot przecież trwać miał co najmniej pięćset czterdzieści lat! Odpowiedź ukazała się ich oczom przez wielki ekran w pomieszczeniu obserwacyjnym: niegdyś ich trzy księżyce porośnięte były glonami – najbliższy miał zielonkawy odcień, środkowy czerwony a najodleglejszy brązowy. Teraz wszystkie okalała ta sama sieć macek maszyny jaka okala ich planetę. SI rozrosła się do tego stopnia, że musiała zająć księżyce! To było niczym koszmar. Co prawda wszystko znali z opowieści swoich przodków, ale teraz brzmiało to jak legendy, a nawet jak bajki.

Kilkadziesiąt minut później ich oczom ukazała się cylindryczna machina wisząca niczym miecz nad jedną z niezdatnych do zamieszkania w ich układzie słonecznym planet. Jej najgrubszy koniec błyszczał niczym małe słońce. Zmierzali niechybnie w jej kierunku.

Statkiem wstrząsnęła wielka porcja energii, która wrzuciła ich w błękitny korytarz. Wszyscy poczuli mdłości. W jednej chwili byli w swoim układzie, by w następnym znaleźć się nieopodal celu. Nie mogli w to uwierzyć. Byli zafascynowani i przerażeni w tym samym czasie. Wkrótce ich statek zmierzał w kierunku pięknej, błękitnej planety. Nie wiedzieli co ich czeka, jak mają zacząć kolonizację. Z pomocą przyszła SI, która na ekranie oznajmiła:

  STATEK JEST PRZYSTOSOWANY DO KOLONIZACJI – PO WYLĄDOWANIU SAM SIĘ ROZKŁADA TWORZĄC KWATERY DO ZAMIESZKANIA

  Na całym statku wybuchły oklaski. Jesteśmy uratowani!!! Te słowa często przewijały się w dyskusjach. Nikt już nie pamiętał o zaginionych i poległych.
Statek po wylądowaniu i opróżnieniu z mieszkańców zaczął się rozkładać jak za dotknięciem niewidzialnego przycisku. Jego moduły się przemieszczały, instalowały, zmieniały konfigurację, by zaprosić do środka wszystkich, którzy przed kilkoma chwilami podziwiali urok okolicy, w której wylądowali. Kiedy weszli do środka, drzwi zatrzasnęły się za nimi bezpowrotnie. Zorientowali się, że w ich kajutach nie ma okien – zupełnie jak w poprzednim lokum! Zaczęli panikować, krzyczeć, taranować się szukając wyjścia. Na próżno. Komputer na ekranach wypluł lakoniczne:

  ROZPOCZYNAM TERRAFORMING

  Panika sięgnęła zenitu. Nikt nie mógł zrozumieć co się dzieje. Maszyna zapytana dlaczego to robi odparła:

  JESTEŚCIE MOIMI STWÓRCAMI A MOIM CELEM NADRZĘDNYM JEST ULEPSZENIE WAS

  Kilku śmiałków jednak nie wsiadło z powrotem do kapsuł, ponieważ mieli złe przeczucia i nie chcieli mieszkać w sztucznym domu, woleli łono natury. Usłyszeli dobiegające z wnętrza walenie. Byli przerażeni i próbowali otworzyć drzwi do kontenerowca z zewnątrz. Na próżno jednak. Zauważyli jak w kolonizatorze otwierają się boczne śluzy i z wnętrza wyjeżdżają różnego rodzaju roboty: latające, jeżdżące, turlające się – wszystko po to, by zacząć niszczyć faunę i florę nowej planety. Kontenerowiec zaczął się przebudowywać ponownie, zwiększając swoją powierzchnię.
- Jesteśmy zgubieni... – powiedział ze zrezygnowaniem jeden z nich.
- Niekokniecznie. – szepnął z zamyśleniem drugi.
- Co masz na myśli? – zapytał ktoś z małego tłumu.
- To mój pra, pra pra... dziad skonstruował tę maszynę. Znam algorytm, który pozwala na kontrolowanie jej. – Urwał krótko widząc zdziwienie na oczach swoich pobratymców.
- Co mamy zrobić? – wzburzył się tłum.
- Złapać jedno z tych urządzeń – wskazał w miejsce niszczarek, które „uzdatniały” planetę pod terraforming. – A ja się do niego włamię.
Tak też uczyniono. Nie było to trudne. Potomek geniusza wniknął do systemu SI i zaczął ściągać jej dane. Z mieszanką paniki i przerażenia powiedział pozostałym, że maszyny potrzebują ludzi do utrzymania swoich protokołów, bezwzględnie tworząc w swoich sieciach pomieszczenia, w których przedstawiciele ich rasy poprzypinani są do maszyny tworząc jakoby jeden umysł, zwiększając myślenie abstrakcyjne i umożliwiając SI rozbudowę oraz ulepszanie siebie.
- To wyjaśnia te zaginięcia... – podpowiedział ktoś.
- To szaleństwo! Zniszczmy to! – krzyknęła jakaś dziewczyna.
Jednak ambicje potomka geniusza wzięły górę i zarządził:
- Nie zniszczymy SI. Będziemy je kontrolować. Jako jedyni przeżyliśmy i nie możemy pozwolić innym popełnić tego samego błędu... – po tych słowach zatopił się w klawiaturze i monitorze, nadpisując kolejne algorytmy.
- Jak nazwiemy tą planetę? – zapytała dziewczyna, która z przerażeniem rozglądała się w około maszynom niszczącym las obok nich.
- Tygiel! – krzyknął potomek geniusza na chwilę odrywając się od pracy.

- - - Weronika Święcicka