Nikt nie jest doskonały.
-- Miranda Lawson, po zabiciu swojego ojca
Czytaj więcej...

Jedni odchodzą, drudzy wracaj...

Wraz z końcem lipca, nadejdą poważne zmiany w BioWare. Z f...

Czytaj więcej...

Patch 1.09 dostępny

Wczoraj na serwery weszła nowa łatka oznaczona numerem 1.0...

Czytaj więcej...

Fizyczność przy nagraniach j...

Przyszedł czas na ostatni wywiad z serii. Naszym i waszym ...

Czytaj więcej...

Vetra jest PERFEKCYJNA

Czołem Statusowe świry! Dziś przedstawiamy Wam przedostatn...

0123

O Mass Effect 4 słów kilka, czyli nasze przemyślenia i obawy

Plebanx11 @ 08.09.2014, 21:49
Ocena użytkowników:  / 14
SłabyŚwietny 

Comic Con 2014 dał nam pierwsze długo wyczekiwane informacje o nowej grze w uniwersum Mass Effect. Tak oto po niemal dwóch latach milczenia BioWare pokazuje pierwsze w miarę konkretne informacje. A – w grze pojawi się Mako. B – spora część gry polegać będzie na eksploracji nieznanej części galaktyki. Wszystko wskazuje na to, że podobnie, jak w przypadku nowego Dragon Age, większą rolę odegra sam świat, tym razem znacznie bardziej otwarty. Developerzy przyznają w wywiadach, że to w dużej mierze zasługa Skyrima, który to okazał się być grą uniwersalną i uwielbianą przez ogromną rzeszę fanów, wliczając ludzi, którzy skutecznie odbili się wcześniej od starszych produkcji BioWare'u.

PancerzN7

Pierwszy Mass Effect był nie lada eksperymentem. Po niewątpliwym sukcesie Gears of War, Bioware pokusiło się o stworzenie gry bazującej na fabularnym geniuszu Star Wars: Knights of the Old Republic oraz rozwiązaniach nowej ekskluzywnej pozycji Microsoftu, która to tchnęła powiew świeżości w nieco przestarzałą mechanikę strzelanek trzecioosobowych. Ale czy takie połączenie i to w zupełnie nowym uniwersum stworzonym od podstaw na potrzeby gry miało szansę dorównać tym opartym na kultowych filmach Lucasa? Drew Karpyshyn i reszta wykonali kawał dobrej roboty tworząc sugestywny świat znacznie lepiej trzymający się w konwencji science fiction. Gra, mimo kilku nietrafionych pomysłów, okazała się wielkim sukcesem.

Mass Effect, został uratowany przez doskonałą fabułę, świetnego bohatera i niezwykle autentycznych członków drużyny. Nieco później kolejny tytuł BioWare'u, Dragon Age, postawił na elementy, które w poprzedniej grze studia chwalono najbardziej. Tym razem w znanej twórcom mechanice "czystokrwistego" RPG. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Fani "staroszkolnego" role-playing nie wyginęli, jak to się wszystkim wydawało, a powstała w tym czasie w środowisku nisza otwierała drogę kolejnym wysokobudżetowym produkcjom. Nic więc dziwnego, że Mass Effect 2 jawił się wszystkim jako murowany kandydat na grę roku. Jednak gdzieś w procesie produkcyjnym grę RPG z domieszką akcji przemodelowano na akcję z elementami RPG. Zniknął system ekwipunku, a oparte o statystyki postaci strzelanie zastąpione zostało zdecydowanie bardziej zręcznościowym i zbliżonym do najnowszych gier gatunku TPS. Rozwój postaci okrojony został do absolutnego minimum. Mimo tak drastycznej zmiany twórcy nie zapomnieli o tym, co w poprzedniej grze było bardzo dobre. Rozbudowano interakcje z postaciami oraz usunięto kilka szczególnie irytujących elementów poprzedniej gry, co zaowocowało prawdziwym wysypem nagród branżowych oraz najwyższymi ocenami w popularnych pismach i serwisach poświęconych tematyce gier komputerowych. Jednak o sukcesie ME2 zadecydowało przede wszystkim rozwinięcie tych elementów gry opartych na starych RPG-ach Kanadyjczyków. Nowy model strzelania? Oczywiście, na tle poprzedniej części wyglądał bardzo dobrze, jednak już samo wprowadzenie amunicji w postaci pochłaniaczy ciepła zabiło trochę klimatu. Gracze narzekali na sterowność Mako i mało interesujące planety do eksploracji? Postanowiono wyrzucić wszystko i zastąpić to nudnym skanowaniem planet. Ładne, zapadające w pamięć poziomy zastąpione zostały małymi, pełnymi niewidzialnych ścian korytarzami, w których do wypełnienia mieliśmy pomniejsze zadanie. Założę się jednak , że gdyby drugi Mass Effect zachował rozbudowany rozwój postaci, ekwipunek i Mako w połączeniu z jeszczelepszą interakcją z towarzyszami i ciekawymi zadaniami fabularnymi, które znalazły się w pierwotnej grze, to moglibyśmy mówić o niemalże idealnej produkcji. Twórcy nieco za bardzo uwierzyli w potencjał finansowy, jaki dla gry stanowili fani nastawieni na nieskomplikowaną rozgrywkę, czego ofiarą okazał się być okrutnie okrojony względem poprzedniczki Dragon Age 2. Przygody Hawke'a uznano jednak za wypadek przy pracy i z wypiekami na twarzy oczekiwano kolejnej gry z Komandorem Shepardem w roli głównej.

Mass Effect 3 po raz kolejny udowodnił, że BioWare nie będzie w stanie złapać wszystkich srok za ogon. W grze znalazło się trzy tryby rozgrywki: akcja, RPG i historia. Takie rozwiązanie miało zadowolić starych wyjadaczy oraz przyciągnąć nieco inny rodzaj odbiorców, tym razem nastawiony na czystą akcję. Rozwiązanie sprawdziło się kiepsko, ponadto system dialogowy został poważnie okrojony. W nowym Mass Effect oberwało się również interakcji z towarzyszami, z którymi tym razem rozmawialiśmy znacznie mniej niż w poprzednich częściach. System rozwoju postaci został poprawiony względem poprzedniczki, ale wygląda dobrze tylko na jej tle, gdyż do rasowego RPG sporo mu jednak zabrakło. Wielka szkoda, bo świat jaki udało się wykreować BioWare, świat rozwijany w licznych książkach i komiksach, aż prosi się o ciekawe przedmioty i rozbudowane możliwości interakcji. Tryb multiplayer odniósł częściowy sukces zachęcając graczy do kooperacji. Sam w sobie był jednak eksperymentem, sprawdzającym jak mógłby wyglądać tryb kampanii, gdyby ME całkowicie poszedł w tryb wieloosobowy.

Sama trzecia część przygód Sheparda wywołała wiele kontrowersji, głównie przez kiepskie zakończenie i politykę płatnych DLC. Stopniowe odchodzenie od czystego role-playing na rzecz akcji jest jednak na tyle niepokojąca, że stawia pod znakiem zapytania kolejną produkcję BioWare'u osadzoną w świecie Efektu Masy. Poprzednie gry serii spajał jeden bohater, który był gwarantem tego za co fani pokochali pierwszego Mass Effect. Jeśli pojawi się Shepard, to wraz z nim jego towarzysze, interakcje z nimi oraz stworzone na potrzeby zarabiania reputacji wybory moralne. Czy w nowym Mass Effect Bioware może od tego wszystkiego odejść? Być może nie od razu, jednak istnieje taka możliwość. Na pewno dużo zależeć będzie od ewentualnego sukcesu Dragon Age: Inkwizycja.

Przyszłość serii rysuje się dość niepokojąco. Po pierwszych prezentacjach mam wrażenie, że twórcy sami do końca nie wiedzą jaką grę chcieliby zrobić. Postawioną na zwiedzanie świata i eksplorację grę pokroju Skyrima, fabularną i przepełnioną wyborami produkcję na miarę poprzedniczek, czy kooperacyjną strzelankę z elementami rozwoju postaci. Możliwości jest wiele, a decyzja najwyraźniej nie została jeszcze podjęta. Całkiem niedawno BioWare w ankietach pytało nas o to, jak powinien wyglądać nowy Mass Effect. Możliwości wyboru były naprawdę skrajne.

Kilkakrotnie mogliśmy usłyszeć o zmianie głównego bohatera. Developerzy obiecywali postać zupełnie różną od Sheparda, jednak w pierwszych zapowiedziach gry dostaliśmy żołnierza w pancerzu N7. Mam tylko nadzieję, że nie chodziło tu o uczynienie naszego herosa tłem dla samego świata czy historii, jak zostało to zaprojektowane w Skyrimie. Gra Bethesdy po raz kolejny udowodniła jak ciężko stworzyć wielki otwarty świat i połączyć eksploracje ze świetną fabułą i sugestywnym, reagującym na poczynania gracza otoczeniem. A jak w tej roli sprawdzi się nowy Mass Effect?

Fabularnie ostatnia część trylogii zamykała historię Komandora Sheparda. To on odkrył Żniwiarzy i to on położył im kres, jednak czy bez nieuchronnej katastrofy grożącej galaktyce to uniwersum będzie miało jeszcze coś do zaoferowania? Jestem pewien, że tak. Bardzo podobne pytania zadawali sobie fani Dragon Age po ostatecznym pokonaniu Plagi już w pierwszej części cyklu. Scenarzyści udowodnili jednak, że Wiek Smoka, to nie tylko mroczne pomioty i Arcydemon, a epicka walka o przetrwanie może z powodzeniem ustąpić miejsca nowemu zagrożeniu. W świecie Mass Effect istnieje furtka do ciekawych historii zupełnie niezwiązanych z Shepardem i koszącymi organiczne rasy co 50 tysięcy lat syntetykami. Wiele wskazuje na to, że nowy Mass Effect, może zacząć budować uniwersum od podstaw w nowej części galaktyki. Mam tylko nadzieje, że ten restart serii zostanie przeprowadzony bez szkody dla tego, co w uniwersum lubimy najbardziej.

BioWare czeka ciężkie zadanie. Stworzyć grę, która usatysfakcjonuje fanów serii, zupełnie zrywając z ulubionymi przez graczy Komandorem, oraz towarzyszami i historią. Miejmy tylko nadzieję, że załoga, już bez Casey Hudsona sprosta wyzwaniu i rozwinie uniwersum w sposób, z którego wszyscy będziemy zadowoleni. Póki co jednak, zastanawiam się czy czwarty Mass Effect powinien w ogóle ujrzeć światło dzienne.