Amonkiro, panie myśliwych, spraw, aby mi ręka nie zadrżała, abym strzelał celnie i poruszał się szybko. A w najgorszym razie spraw, aby mi wybaczono.
-- Thane Krios, przed wykonaniem zadania.
Czytaj więcej...

Jedni odchodzą, drudzy wracaj...

Wraz z końcem lipca, nadejdą poważne zmiany w BioWare. Z f...

Czytaj więcej...

Patch 1.09 dostępny

Wczoraj na serwery weszła nowa łatka oznaczona numerem 1.0...

Czytaj więcej...

Fizyczność przy nagraniach j...

Przyszedł czas na ostatni wywiad z serii. Naszym i waszym ...

Czytaj więcej...

Vetra jest PERFEKCYJNA

Czołem Statusowe świry! Dziś przedstawiamy Wam przedostatn...

0123

Statusowy Konkurs - Wyniki

Damix @ 13.04.2017, 14:19
Ocena użytkowników:  / 1
SłabyŚwietny 

Ponad tydzień temu ogłosiliśmy konkurs we współpracy z EA. Dziś ogłaszamy wyniki. Jeżeli chcecie wiedzieć czy Wasza praca znajduję się w gronie wygranych, to zapraszamy do rozwinięcia.

konkurs

Laureaci:

Powyżej wymienione osoby dostaną replikę Nomada w skali 1:64. Po odbiór nagrody prosimy zgłosić się na nasz profil na Facebook'u lub na email Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi.

Poniżej przedstawiamy prace zwycięzców:

Lomcia - Antagoniści

konkurs

Michał Gajewski – Wymarzona planeta

Dane

Nazwa: Remnterra

Odległość orbitalna: 114,7 j.a.

Okres orbitalny: 728,4 dnia ziemskiego

Promień: 9 754 km

Ciśnienie atmosferyczne: 6-9 atm

Temperatura na powierzchni: (-75 st. C) – 68 st. C

Analiza i historia

Jeszcze w 2185 roku, Remnterra nie była brana pod uwagę jako jedna z planet zdolnych do zasiedlenia przez Inicjatywę. Nie została ona nawet zauważona przez urządzenia mające na celu potwierdzenie zdatności kolonizowania nowych światów. Nowych rajów, jak mogłoby to zostać powiedziane przez Pionierów poszczególnych Ark. Wynikać to mogło z wielu pobudek, jednakże najbardziej prawdopodobną jest to, iż wszechobecna technologia Porzuconych była w stanie zakłócać odbiór i przesył jakiegokolwiek sygnału, lub po prostu mogła znajdować się ona w układzie, który nie był od początku brany pod uwagę jako jeden z docelowych, co automatycznie wykreślało znajdujące się w jego objęciach ciała niebieskie.

Remnterra jest największą i jedyną zdolną do zasiedlenia planetą w układzie Sabeng, przynajmniej z tych planet, które odkryte zostały po przybyciu do galaktyki Andromedy. W przeciągu 634 lat, podczas trwania podróży całej Inicjatywy, wiele zmieniło się wśród tutejszych układów. Planety były niszczone, rodziły się nowe gwiazdy, zmieniał się klimat zaburzający to, co do tej pory uważane przez wszystkich było za idealne miejsce do osiedlenia.

Pierwszym z plusów dotyczących Remnterry było to, iż nikt nie miał do niej wcześniej żadnych oczekiwań. I ciężko aby tak było, bo nie było to ciało niebieskie znane mieszkańcom Drogi Mlecznej. Trudno było także określić jakie losy przez ponad sześć wieków owa planeta przeżyła i jak mogła wyglądać nim zdecydowaliśmy się na tak drastyczny i nieco desperacki ruch.

Nazwa Remnterra została zaproponowana przez ludzkiego Pioniera w porozumieniu z jego załogą, którzy to jako pierwsi natrafili na ślad jej istnienia. Po nazwie wnioskować można, iż duży wpływ na nią miała opinia Peebee – asari podróżującej statkiem ludzkiego Pioniera.

Remnterra jest zlepkiem dwóch słów dwu galaktycznego pochodzenia. Pierwsze z nich wywodzi się od nazwy maszyn napotkanych w gromadzie Helejosa, a także ich niesamowitych konstruktów oraz wszechobecnej i jeszcze trudnej do pojęcia technologii – Porzuconych. Drugi człon owej nazwy został wybrany na część ludzkiego Pioniera i jego ojczystej planety – Ziemi.

Planeta sama w sobie nie jest miejscem zdolnym do kolonizacji. Głównym czynnikiem wpływającym na to może być bardzo niskie ciśnienie atmosferyczne czy też praktycznie nieustanne, porywiste wiatry utrudniające przemieszczanie się jakimkolwiek statkom, promom czy innym technicznym nowinkom znanym do tej pory rasom Drogi Mlecznej. Nie jest to jednak niemożliwe – na co wskazywać przede wszystkim mogą znajdujące się na jej powierzchni trzy dość spore, dobrze prosperujące kolonie Angara. Wszystko to jednak nadal opiera się na wszechobecnej technologii Porzuconych.

Około 90% planety jest niezdatne do jakiegokolwiek użytkowania. Nie da się tam uprawiać roli, nie żyją tam żadne organizmy biologiczne, a nieliczne istoty pochodzenia Porzuconych wałęsają się po skalistych pustkowiach. W ich skład z kolei wchodzi kilka bardzo cennych minerałów, takich jak tytan, lit, miedź czy nawet skryte głębiej w skorupie planety złoża uranu. Większa część krajobrazu poznaczona jest kryptami i obeliskami należącymi do rasy tajemniczych maszyn, a wszystkie z nich połączone są siecią podziemnych korytarzy, w których mogłoby tętnić organiczne życie – i robi to. Planeta ta posiada swojego Architekta, lecz nikt nie widział go jeszcze na oczy. Nikt nie czuł też potrzeby restartowania którejkolwiek z krypt, albowiem ekosystem funkcjonujący w koloniach Angara miał się do tej pory bardzo dobrze.

W przeciwieństwie do reszty planety, wspomniane kolonie są w stanie produkować uprawy, hodować rośliny i zwierzęta a także odznaczać się mianem jedynej cywilizacji, miast widniejących na powierzchni Remnterry. Angara osiedlili się tutaj po tym jak ich konflikt z Kettami zaostrzył się. Po utracie Havarl, zmianach zachodzących na Voeld i Ayi, musieli oni znaleźć miejsce, które mogłoby nadać się na nowy dom – odbudowę utraconej cywilizacji. Wysłali więc oni grupę cywilów, naukowców i wojskowych z misją podobną do tej, jaką mają Pionierzy z Drogi Mlecznej – znalezienia nowego domu. Tak, poprzez wpadnięcie w silne burze atmosferyczne i turbulencje, które zaskoczyły ich w momencie patrolowania nieba Remnterry, ich pojazdy zostały strącone i wylądowały w miejscu jednej z pierwszych enklaw. Gdy udało się nawiązać łączność z Ayą, zaczęto kolonizowanie planety.

W odróżnieniu od jałowej, niezdatnej do osiedlenia reszty planety, każda z kolonii Angara odznacza się dość schematyczną formą podtrzymywania życia organicznego. Spory teren na powierzchni planety jest osłonięty polem elektrostatycznym, które chroni to co w jego wnętrzu przed działaniem sił kosmicznych na powierzchni planety (podobnie jak na H-047c). Aby dostać się do wnętrza owego pola, należy wejść jedną z mniejszych krypt Porzuconych, które znajdują się w pobliżu – prowadzi ona jednak nie tylko do wnętrza enklawy, ale także i do sieci tuneli, w który często kwitnie półświatek i życie odmienne od tego w idealnych koloniach. Najczęściej można spotkać tam handlarzy niekoniecznie legalnym towarem, przemytników sprowadzających towar z innych planet w postaci zrzutów odbierany przy pomocy łazików lub botów robotniczych. Można spotkać tu także grupy najemników, chętnie udające się w dzicz enklaw Angara, badających coraz to nowsze ostępy nieodkrytych jeszcze elementów planety.

Co ciekawe, na terenie każdej z kolonii jest żyzna, zdatna do uprawy ziemia, która bardzo obficie i często daje plony hodowanych tam roślin. Ku zdziwieniu Angara jak i potem przybyłej tam Inicjatywy, ziemia jest w stanie wydać plon każdej zasadzonej rośliny, niezależnie od jej pochodzenia – jakby sama przystosowywała się do typu uprawy. Prócz roślin hodowlanych, dookoła enklaw tętni dzikie życie, a wśród niego kolorowe i egzotyczne organizmy roślinne. Od rozrosłych, rzucających rozległy cień, pnących się praktycznie pod szczyt kopuły pola elektrostatycznego drzew o czerwono zielonych liściach, kształtem przypominających ludzkie dłonie przez niskie krzewy o słodkich, amarantowo-burgundowych owocach, pachnących niczym mieszanka miodu i cytrusów, aż po przyziemne wielobarwne porosty, grzyby lub niskopienne kwiaty, zachęcające przybyszów zwodniczym zapachem niekiedy wprowadzających ich w pułapki. Wiele roślin w celu przetrwania wytworzyło naturalne systemy obronne od lepkich, trujących mazi po wywołujące halucynacje opary. Oko jednak cieszy się widokiem zmiennych kształtów i rozległej palety barw, niespotykanej nigdzie pośród światów Drogi Mlecznej.

Powietrze jest tam czyste, nie zachodzą anomalie pogodowe i pod dostatkiem jest zbiorników czystej wody. To z kolei usprawnia hodowlę zwierząt, czy to kosmicznego drobiu/bydła czy też bardziej wyrafinowanych gatunków, choćby w formie dekoracyjnej lub podtrzymującej rozwijający się z roku na rok ekosystem. Ludzie przywieźli tu sklonowane komórki zwierząt hodowanych na ich ojczystej planecie i koloniach, a Angara zdecydowali się usprawnić ekosystem przy postaci hodowlanych wersji dzikiej fauny Helejosa. Oczywiście, każda z przybyłych ras zetknęła się tutaj z zupełnie nowym formami życia od olbrzymich, włochatych jako-podobnych stworzeń o czterech rogach, przez liczne okazy przerośniętych jaszczurów, kolorowe ferie barw bajkowo upierzonego ptactwa umilającego czas swoimi trelami o dość wysokiej gamie dźwięku, po najmniejsze organizmy w formie licznych żuko-podobnych istot czy też bardziej natrętnych – bliższych zachowaniem i fizjologią tym, które ludziom znane były jako komary.

Poruszanie się po planecie bez odpowiedniego sprzętu w postaci odpornego na energię kosmiczną łazika jest niemożliwe i śmiertelne dla każdej organicznej istoty. Nie dotyczy to oczywiście Porzuconych, którzy patrolują tereny wzdłuż i wszerz, nie nachodząc jednak i nie zaczepiając osadników żyjących w powstałych wieki temu osadach, które teraz są adaptowane do zdatności dla Angara i członków Inicjatywy. Nie wiadomo jednak czy coś i jeśli tak to co żyło tutaj przed nimi i kryło się w tych koloniach. Z racji tego, iż tereny owe są o dość sporej powierzchni, po dziś dzień nie udało się jeszcze zwiedzić ich całych, a dookoła osad i hodowli znajdują się dzikie terytoria niezbadane przez nowych osadników. Wiadomo tylko, iż na ich terenie mieszczą się nieznanego pochodzenia ruiny (które nie są pozostałością po Porzuconych), a także mieszkańcy mają czasem do czynienia z nowymi, nieznanymi im dotąd formami życia.

Pomimo skrywanych tajemnic, otaczających je anomalii pogodowych i atmosferycznych, licznych zagrożeń ze strony zarówno nieznanych stworzeń żyjących w ich wnętrzach oraz pewnej formie totalitarności, zamknięcia enklaw, posiadają one jedną bardzo ważną i taktyczną cechę. Są one fortyfikacjami wręcz nie do zdobycia. Jak testowano po dziś dzień, pola energetycznego nie idzie w żaden sposób zniszczyć, a na powierzchni planety nie znajduje się żadne z jego źródeł, Jedyną drogą dostania się jest wejście przez kryptę, której korytarze działają jak forma zmyślnego labiryntu, przepełnionego zagadkami i puzzlami do rozwiązania. Jedynie ktoś, kto przynajmniej raz przeszedł przezeń, będzie mniej więcej w stanie przeprowadzić kogoś w tym zupełnie zielonego. Dlatego też często wśród entuzjastów półświatka znajdują się tacy, którzy pełnią rolę przewodników – oczywiście za odpowiednią, wygórowaną cenę. Wygląda więc na to, iż szturm „frontowymi drzwiami” do kolonii jest możliwy, ale utrudniony i na pewno dałby mieszkańcom czas na zmobilizowanie się. Dodatkowo – nawet jeśli przebrnie się przez labirynt Porzuconych, trzeba potem stawić czoła faunie i florze, która dzieli wejście od enklawy Angara.

Pomimo surowego klimatu i technologiczno-mechanicznego wdzięku własnej powierzchni, Remnterra jest ostatnią nadzieją, swoistą Arką mogącą uratować życie istot organicznych, które tracą swoje domy i stabilizację oraz bezpieczeństwo na innych światach gromady Helejosa i… jest także pobożnym marzeniem, nieco pokrętnym ideałem, w którym chciałoby się znaleźć. Bowiem kto nie marzyłby stabilizacji w miejscu, które jest praktycznie nie do zdobycia i zapewnia wszystkie podstawowe elementy potrzebne do tego, aby przeżyć? Wszystko to mogłoby by być na wyciągnięcie ręki o ile w ogóle okazałoby się prawdą, a Remnterra była czymś więcej niż tylko wyimaginowaną, idealną projekcją.

Klaudia Gołojuch - Antagoniści

Rasa: Virex

Długość życia: około 350 lat

Wzrost: Od 1.80 do około 2.30 m

Waga: od około 220 do 350 kg (w zależności od płci)

Ojczysta planeta: Kiris

Przywódca: Morak

konkurs2

Virexowie to butna rasa, uwielbiająca wojny. Wyglądem przypominają trochę dwunożne smoki lub jaszczury. Ich skórę pokrywa naturalny pancerz, z którego często wyrastają kolce (im osobnik jest starszy, tym kolce są większe, co nierzadko przeszkadza w walce lub ją uniemożliwia, pomaga dopiero ich usunięcie). Ich zbroje zbudowane są z elastycznego i wytrzymałego materiału, który dostosowuje się do ciała, przez co ich pancerze często wyglądają w porównaniu do innych ras komicznie. Upodobali sobie także ozdabiać swoje zbroje różnymi dziwnymi ozdobami lub trofeami wojennymi. Ich hierarchia jest z góry ustalona: mężczyźni walczą, kobiety zajmują się domami i rodzinami. Dzieci, gdy tylko dorosną, są wysyłane do wojska, ich rasa może poszczycić się ogromną armią, która jednak nie jest świetnie wyposażona, to jednak liczebnością wygrywają bitwy. Ci słabsi zajmują się czymś innym, bardzo rzadko zdarza się, żeby ktoś z ich rasy został naukowcem lub badaczem, gdyż są to zawody powszechnie wyśmiewane.

Virexowie, jak już było wspomniane, uwielbiają wojny. Podczas pierwszego kontaktu z inną obcą rasą walczą od razu, o nic nie pytają, nie biorą jeńców. Są brutalni, lecz przy tym lojalni.

konkurs3

Historia

Od początku Virexowie dzielili się na mniejsze klany, które walczyły ze sobą o ochłapy. Do dziś wielu ich potomków ozdabia swoje ciała barwami wojennymi, które świadczą o dumie z pochodzenia.

Taki stan trwałby do dnia dzisiejszego, gdyby nie przypadek: obcy gatunek badając nowe planety natrafił na ich ,,cywilizację”. Przerażeni Virexowie pierwszy raz zetknęli się z taką technologią. Jednak przybysze nie mieli złych zamiarów, nauczyli Virexów wszystkiego, co sami umieli. Widzieli w nich przyszłych sojuszników i na początku tak właśnie było. Virexowie technologicznie zrównali się z przybyszami i niespodziewanie zdradzili ich. Wybijali ich, jednych po drugich, kradli ich technologię i przerabiali na swoją modłę. Potrafili już budować statki kosmiczne i nowoczesną broń, co wykorzystywali i podbijali planety, jedną po drugiej, aż nie doprowadzili do śmierci całego gatunku. Nie obchodzi ich pokój, chcą rozlewu krwi, a ich martwi mentorzy umożliwili im to w sposób, o którym nawet nie marzyli. Chcą więcej i więcej podbojów, dlatego też dużo podróżują i szukają godnych siebie przeciwników.

Sposób walki

Virexowie na polu walki zachowują się bardzo brutalnie, wykorzystują swoją anatomię do szarż, przygważdżają przeciwnika do ściany, a ich kolce robią resztę. Z rzadka używają karabinów szturmowych, wolą podchodzić bliżej i używać strzelb, broni do walki wręcz lub załatwiać sprawy gołymi rękoma. Uznają pistolety i karabiny snajperskie za śmieszne zabawki, niegodne ich. Na polu bitwy dowodzi nimi jeden Virex, najczęściej podeszły już wiekiem, który doświadczeniem pomaga podwładnym. Ich gatunek rzadko używa jakiejś taktyki, najczęściej po prostu rzucają się w wir walki, a jeśli przegrywają to po prostu wysyłają spore posiłki. Ta ,,taktyka” to główny fundament ich wojska.

konkurs4

Wygląd

Virexowie różnią się między sobą wyglądem, wielkością pancerza i kolców, rogami, ubarwieniem, nawet ilością palców. Największą różnicę widać choćby w wyglądzie ich przywódcy, Moraka.

malwinka111 - Wymarzona planeta

Witam, pomimo wspaniałych widoków na nowo odkrytych planetach, ukazanych w ME:Andromeda, brakuje w nich trochę wilgoci. Mamy wspaniałe pustynie (piaskowe i lodowe), kaniony oraz dżunglę, jednak brakuje bardziej tajemniczych klimatów zalesionych bagien. Czegoś nieco bardziej mokrego, zdradliwego. Obszaru, który na pierwszy rzut oka jest niebezpieczny, czy to za sprawą wciągającego w głąb błota, czy kryjących się w mętnej wodzie stworów (które liczbą zębów nie ustępują aligatorowi). Krajobrazu pełnego sięgających nieba drzew, których korzenie schowane są głęboko pod wodą, z gałęzi zwisają festony mchów i porostów, a przez gęste liście przesączają się blade słupy światła, tworzące refleksy na wodzie. Oczyma wyobraźni widzę mieszankę mrocznych obrazów z bagien Luizjany oraz gęstej roślinności dorzecza Amazonki.

Obszar ten stanowiłby olbrzymie wyzwanie dla Pioniera: kryjące się pod wodą zwierzęta walczyłyby o tytuł najbardziej zabójczego badassa z jadowitymi mieszkańcami powierzchni i koron drzew. Na zbutwiałych pniach wystających nad powierzchnię wody i nielicznych skrawkach suchego lądu niepodzielną władzę sprawowałyby rośliny: trujące oraz te o zapędach mięsożernych. Jednak groźna strona tej planety nie zdoła przesłonić jej uroku i piękna - różnokolorowych ptaków i motyli, odzianych w jaskrawe barwy ostrzegawcze gadów i płazów, zwinnych mieszkańców wody, którzy swoją szybkością i zwrotnością zawstydziliby wszystkie wydry i foki. Nocami powierzchnia wody jaśniałaby odbitym światłem, wytwarzanym przez próbujących zwabić swoją kolację przedstawicieli lokalnej flory.

Utworzenie placówki na takiej planecie byłoby piekielnie trudne, lecz bardzo satysfakcjonujące: widok nadrzewnych domków i łączących je plątanin kładek i wind, pływających miast i podniebnych, unoszących się nad koronami drzew apartamentów - z pewnością wynagrodzi trud włożony w ich powstanie. A po przybyciu do Andromedy arki quarian, znajdujący się na jej pokładzie hanarzy pokochaliby od pierwszego wejrzenia mroczne głębiny. Kto wie, jakie tajemnice Porzuconych są tam ukryte.

Z pewnością życie na takich obszarach jest niezwykle ryzykowne i wymagające, ale niebezpieczeństwo posiada też swój urok. Każdy kolejny dzień jako przygoda, przelewanie potu, krwi i łez przy eksploracji dzikich obszarów ... zapewne wielu kolonistów chętnie zamieni bezpieczny Meridian na bardziej wymagającą planetę, która zahartuje ich ciało i umysł. Kto wie, być może tak wymagający teren stałby się doskonałym poligonem dla kandydatów na andromedański odpowiednik komandosów N7 lub Widm.

Tylko te komary ... podejrzewam, że nawet odległa galaktyka Andromedy nie jest pozbawiona tych małych, latających terrorystów.

Piotr Malicki - Wymarzona planeta

Zapis #1265, nagrany na pokładzie statku zwiadowczego Pioniera.

I wreszcie dotarliśmy...

"Wyjście z nadprzestrzeni" - krzyknął pilot.

Naszym oczom ukazała się końcówka ogona wielkiej mgławicy Varita, której szerokość przekraczała 1000 lat świetlnych.

Za jej obłokami wodoru i helu zalśnił nasz cel - ostatnia gwiazda jej gwiazdozbioru- η Var.

"Pionierze, dotarliśmy do systemu Eta Var." - dodał nawigator.

"A więc te wskazania telemetryczne okazały się prawdziwe..." - odpowiedział Pionier - "Faktycznie coś tutaj jest. Zbliż nas do Infers na odległość działania czujników pokładowych."

'Infers'... z łaciny 'dziwność'. Pasująca nazwa dla planety Eta Var C, której istnienia nie tylko nie byliśmy pewni, ale nawet nie mogliśmy z przybliżeniem określić kategorii.

Wstępne dane były kompletnym galimatiasem - odczyty temperaturowe z sądy zmieniały się w z całkiem komfortowych okolic 294 stopni kelwina po zabójcze 1400 K - zupełnie jakby sonda co jakiś czas skanowała odsłoniętą magmę... I to zdawały zmieniać się cyklicznie... I TO z oznakami atmosfery tlenowej i form życia...

Teraz jednak mieliśmy odpowiedź na tę zagadkę...

Podczas zbliżania się do małego księżyca Infers'a zaczęliśmy widzieć na powierzchni planety linie. Zupełnie jakby cała planeta była pokryta luminescencyjną siatką.

"Co to za poświata?" - zapytał się Pionier.

"Skaner orbitalny wykrywa na powierzchni tych kresek glinokrzemiany z małą zawartością dwutlenku siarki w temperaturze ponad 1000 stopni Celsjusza"

"Magma? To wyjaśnia skoki temperatury... Ale przecież sonda wykryła oznaki życia. Przy takiej ilości lawy na całej powierzchni stężenie siarki powinno być zabójcze." - zaczął zastanawiać się Pionier.

"Chyba, że mamy doczynienia z podobnym przypadkiem jak planeta Zeona w starej Drodze Mlecznej" - usłyszeliśmy przez interkom głos pokładowego biologa.

"To nie to, mam potwierdzenie atmosfery bogatej w tlen i azot." - odpowiedział nawigator - "Sonda faktycznie się nie myliła. Widzicie te jasno zielone obszary na krawędzi kanałów lawowych?"

"Zbliżenie" - rozkazał Pionier i naszym oczom ukazał się jeden z setek korytarzy rozżarzonej lawy. Tuż przy nich widniał olbrzymi pas zieleni, zupełnie jakby dziecko maznęło kredką - "Cóż to za rośliny? Rosną kilkadziesiąt metrów od magmy!?"

"Dokładnie 45 metrów, na całej długości koryta!" - poprawił biolog - "Musimy zejść na powierzchnię żeby przeprowadzić dokładną analizę, ale... Ale spójrzcie na obraz termiczny!"

Pionier kliknął parę razy na swoim omnikluczu i czerwony pas otoczony zielenią zastąpił kolorowy obraz termowizyjny. Wskazania pokazywały ponad 1000 stopni Celsjusza po stronie roślin, gdzie znajdowała się lawa i zaledwie 30 po drugiej.

"Jak jest to moż...?" - zaczął pytać się Pionier, gdy nagle przerwał mu błysk błyskawicy.

Na termowizyjnym obrazie zalśniła na biało błyskawica, jeszcze jaśniej niż lawa na której tle przeleciała i pomimo braku dźwięku wszyscy obecni wzdrygnęli się. No prawie wszyscy, z wyjątkiem pokładowego biologa, który krzyknął po przez interkom z całą mocą gardła - "Orz słodka drogo mleczna!!!! Toż te rośliny wykorzystują zjawisko Thomsona!"

"Co wykorzystują?", zapytał się pilot, który niewzruszony nagłym błyskiem zachował zimną krew.

"Efekt Thom... E nie ważne jak to się nazywa, ważne co te rośliny robią!!!" - rzucił do interkomu biolog wśród rozpaczliwych dźwięków przedzierania sie po przez co zapewne było bałaganem jego kabiny - " Te rośliny wykorzystują sygnały elektryczne dostarczane im po przez błyskawice w celu pochłonięcia ciepła dzięki zjawiskom termoelektrycznym!"

"Czy nie mówiłeś, że będziemy musieli zejść na powierzchnię, żeby dowiedzieć się jak działają?" - zapytał sarkastycznie nawigator, jak zwykle dogadując biologowi.

"Tak, tak... ale spójrzcie na wskazania p.p.t.! Ten pas roślin jest połączony jak sieć ele..." zaczął mówić, kiedy następna błyskawica zalśniła na ekranie a ze słuchawek dało się słyszeć głośny brzęk.

"Auć! W każdym razie, każda z tych błyskawic ma natężenie przepływającego prądu rzędu setek tysięcy amperów. Teoretycznie powinno to być w stanie zniwelować działanie kilku tysięcy dżuli na całkowitej powierz..."

"Przestań w nas rzucać naukowymi żargonem i skup się!" - rzucił do interkomu Pionier.

"Oczywiście Sr. Jeśli moja hipoteza okaże się prawdziwa możemy znaleźć na tej planecie poważną konkurencję dla naszych pochłaniaczy ciepła... I to taką która rośnie i działa jak piorunochron! Proszę o pozwolenie na dołączenie do zespołu zwiadowczego." - wykrzyczał słyszalnie na baczność biolog.

"Jak ocenimy brak zagrożenia to dołączysz do drużyny." - odpowiedział Pionier z wyraźnie zrezygnowanym wyrazem twarzy - "A co z tymi obszarami poza kanałami lawowymi?"

"Skan orbitalny wykrył gęste lasy o bazie dekstro-aminokwów. Chyba trafiliśmy w dziesiątkę jeśli chodzi o źródło pożywienia dla Turian." - podał po przez interkom medyk.

"Dobra planeta. Będzie z niej materiał na pierwszą placówkę. Coś mi tu jednak śmierdzi..." - odparł Pionier - "Ta planeta może i jest na skraju tej galaktyki i skrywa ją mgławica ale skoro my ją znaleźliśmy to czemu..."

Nie zdążył dokończyć, gdy przerwało mu potężne szarpniecie ledwo niwelowane tłumikami inercyjnymi.

"Chybili nas!" - krzykną pilot - "Manewry unikowe."

"Skąd padł strzał?" - zapytał chłodno Pionier z wyraźnie mniejszym wzruszeniem, niż to wywołane u niego przez biologa.

"Z powierzchni planety, broń plazmowa, nie rozpoznawalny wzór elektromagnetyczny" - odpowiedział krótko nawigator.

"Możliwe że pola emitowane przez te rośliny zakłócają nasze czujniki" - dziwnie chłodny głos biologa - zawsze żartuje i jest zbyt wyluzowany, ale podczas walki - stal.

"Czyli nie wiemy, czy to jakaś nowa cywilizacja, czy po prostu starzy znajomi ukrywają się za zakłóceniami... Niestety dzisiaj nie dołączysz do drużyny" - powiedział Pionier kierując się na pokład startowy - "Drużyna szybkiego reagowania na nogi! Będziesz w stanie wymanewrować ten promień?" - rzucił do pilota wychodząc z mostka.

"A zatrudnił mnie pan do czegoś innego?" - odpowiedział już do interkomu.

"Mam współrzędne miejsca z którego padły strzały. Przesyłam." - Rzucił nawigator.

"Odebrałem." - usłyszeli w słuchawkach głos Pioniera - "Panie i panowie, czas na koleją przygodę!"