To, że cię lubię, wcale nie oznacza, że nie mogę cię zaje***.
-- Urdnot Wrex
Czytaj więcej...

Jedni odchodzą, drudzy wracaj...

Wraz z końcem lipca, nadejdą poważne zmiany w BioWare. Z f...

Czytaj więcej...

Patch 1.09 dostępny

Wczoraj na serwery weszła nowa łatka oznaczona numerem 1.0...

Czytaj więcej...

Fizyczność przy nagraniach j...

Przyszedł czas na ostatni wywiad z serii. Naszym i waszym ...

Czytaj więcej...

Vetra jest PERFEKCYJNA

Czołem Statusowe świry! Dziś przedstawiamy Wam przedostatn...

0123

Jak zamierzasz przeprosić Liarę

02.06.2012, 08:10
Ocena użytkowników:  / 5
SłabyŚwietny 

Powrót do strony głównej działu Twórczości Fanów.

"Jak zamierzasz przeprosić Liarę?" autor:Daimonion

Jane Shepard spuściła głowę i kilka razy głęboko wciągnęła powietrze. Za moment nastąpi to, co nieuniknione. W uszach zadźwięczały jej słowa Matki Benezji – „Niewielu ludzi miało zaszczyt spotkać komando asari. I niewielu przeżyło”. Te same słowa słyszała potem z ust Liary. Być może znów je usłyszy. Tym razem po raz ostatni...
– Shepard? – Liara odwróciła się i przechyliła lekko głowę. – Chcesz mi coś powiedzieć?
– Ja? – speszyła się pani komandor. – Skąd... Tak po prostu... Pomyślałam, że wpadnę.
– Wpadniesz. Tak sobie. Bez okazji.
– Czy potrzebuję okazji, żeby... No wiesz. Tyle nas łączy w końcu... Pamiętasz jak... – Jane urwała, gdyż na jednym z monitorów za plecami Liary ujrzała gimnastykującego się Jacoba.
– Co? – Liara przechyliła głowę w drugą stronę. – Niezłe ciacho, prawda?
– Ciacho? Gdzie?
– Och, nie rób ze mnie idiotki, proszę. Rzekomo jesteś największym twardzielem w galaktyce, a zamiast przyznać się do swoich niecnych postępków, ty zamierzasz rżnąć głupa.
– Czyli, że... – Jane nie miała pojęcia, gdzie podziać wzrok. – Wiesz o wszystkim.
– Po pierwsze, jestem Handlarzem Cieni. Po drugie, Mordin miał rację. Cerberus lubi umieszczać pluskwy w najmniej oczekiwanych miejscach.
– Ja... Ja naprawdę nie chciałam, żeby tak wyszło.
– Nie dość, że brak ci odwagi, aby się przyznać, to jeszcze teraz będziesz się żałośnie wykręcać. Wiesz co? Spodziewałam się czegoś więcej.
Jane podjęła decyzję.
– No dobra. Powiem wszystko. Tylko wyłącz mikrofony, kamery i w ogóle wszelkie urządzenia, jakie masz w swoim przebogatym asortymencie.
– Ciesz się, że Garrus nie zdążył przekalibrować mojego pistoletu – rzuciła sucho Liara. – Bo inaczej nie miałabyś okazji powiedzieć niczego więcej.
– Czy to zostanie między nami?
– Zastanowię się. Jeśli jednak stracę nad sobą panowanie i rozerwę cię na kawałeczki wielkości, jak to mawia nasz przyjaciel Wrex, prawego jądra turianina, to będę musiała coś powiedzieć na swoją obronę w sądzie.
– Chyba nie mam wielkiego wyboru. No cóż. Prawda jest taka, że on mi podał tabletkę gwałtu.
Liara milczała przez moment, a skruszona Shepard niepewnie międliła w palcach kosmyk włosów.
– Na więcej cię nie stać, Shepard?
– Mam kłamać?! Mówię, jak było! Nie masz pojęcia, jak trudno mi się do tego przyznać!
– Mam uwierzyć, że Wielka Shepard, Pierwsze Ludzkie Widmo, Pogromczyni Żniwiarzy oraz Łamaczka Serc Męskich i Niewieścich dała się podejść takiemu frajerowi?!
– Dlatego prosiłam, aby to zostało między nami... Słuchaj, Liaro... Nie wiesz, jak to jest. Budzisz się nagle w laboratorium organizacji, która wybiła do nogi cały twój oddział na Akuze. Organizacji, która posuwała się do najgorszych świństw i do tej pory nie rozumiem, jakim cudem ich na to stać. W końcu żaden z eksperymentów nie kończył się dobrze. Potem... Rozumiesz, nie dość na tym... Spotykam Jokera, a ten mi mówi, że fajnie jest, a oni nie są tacy źli. Widzisz, nawet mi nie podziękował za uratowanie życia. Wreszcie spotykam doktor Chakwas i tego już było za wiele. Straciłam czujność. Dałam się nabić w butelkę z koloviańską brandy. Uwierzyłam, że być może rzeczywiście nie są aż tacy najgorsi. Kupili mi nawet chomika, wyobrażasz sobie? No i... Tak jakoś... Przestałam uważać na każdy krok, więc... Mam za swoje. Wrzucił mi pigułkę, a reszty dowiedziałam się rano.
– Hm. Shepard... Spójrz mi w oczy i powiedz, że nie wymyśliłaś tego na poczekaniu... Bo naprawdę wierzyć mi się nie chce, że..
– Że nadzieja galaktyki to ofiara losu? No to uwierz – Jane spojrzała załzawionym wzrokiem w troskliwe oczy Liary, które nagle zaiskrzyły lodem. – Co? Jednak nie wierzysz?
– Wierzę. Zamierzasz wysłać mu bukiet?
– Bukiet? A po co?
– Wypada. To zrobi dobre wrażenie. Szkoda by było, gdyby ktoś uznał, że jesteś zamieszana w jego śmierć.
– Ale...
– Zostaw to mnie. Idź odpocząć. Tak wiele przeszłaś... Moi ludzie to załatwią. Pa!
Jane opuściła pokój Liary. Otarła pot z czoła.
– Kupiła to? – zainteresował się Garrus, oczekujący z niecierpliwością na korytarzu.
– Nie uwierzysz, ale tak.
– To było wredne z naszej strony, nie uważasz?
– Tylko tak mogliśmy pozbyć się Jacoba. Nie wiem, jak tobie, ale mnie od początku działał na nerwy. A Liara ma swoje możliwości i jest naprawdę dobra. Nie mogłam jednak tak po prostu poprosić jej o przysługę. Musiałam sprawę odpowiednio... Hm... Przyozdobić.
– To nie było łatwe... Ten sztucznie zmontowany filmik z waszymi amorami...
– Taa... Nie wiem, jak się odwdzięczę Tali. Zawsze była świetna w te klocki.
– Ryzykowałaś. Liara mogła odkryć fałszerstwo. Nie łatwiej byłoby, gdybyś naprawdę przespała się z Jacobem?
– Przestań, bo mi niedobrze! – wzdrygnęła się Jane.
– Jak chcesz. Nic już nie mówię.
– Słowo?
– Słowo. No, no, Shepard... To była akcja...
– Gorsza niż wszystko do tej pory. Namęczyłam się, nadenerwowałam... Hazard na całego. – Jane przystanęła i uśmiechnęła się zawadiacko. – But the priiiize...