Muszę sobie poprawić krążenie. Znajdźcie mi coś do rozpierd*****.
-- Urdnot Wrex
Czytaj więcej...

Jedni odchodzą, drudzy wracaj...

Wraz z końcem lipca, nadejdą poważne zmiany w BioWare. Z f...

Czytaj więcej...

Patch 1.09 dostępny

Wczoraj na serwery weszła nowa łatka oznaczona numerem 1.0...

Czytaj więcej...

Fizyczność przy nagraniach j...

Przyszedł czas na ostatni wywiad z serii. Naszym i waszym ...

Czytaj więcej...

Vetra jest PERFEKCYJNA

Czołem Statusowe świry! Dziś przedstawiamy Wam przedostatn...

0123

Biały Przekaźnik

02.06.2012, 07:49
Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

Powrót do strony głównej działu Twórczości Fanów.

"Biały Przekaźnik"
autor: Dagorad

- Jaki jest wasz status?
- Cerberus jest już historią, katalizatorem jest Cytadela, Żniwiarze już o tym wiedzą.
- Tak dostałem już informację że pojawili się w jej okolicy, ponoć zdążyła się zamknąć.
- To nasza jedyna szansa admirale...
- Nie Shepard, przykro mi to mówić ale nie... Nasi naukowcy na podstawie ostatecznych analiz Tygla i proteańskich danych ustalili że jest on kłamstwem.
- Co? Jak?
- Dostałem raport według którego Tygiel ma być jedynie częścią cyklu, Żniwiarze mają go używać aby dać organicznym rasom co robić, żeby miały się na czym skupić. Naukowcy sądzą że w ostatecznym razie, Żniwiarze dzięki temu planowi mieliby niemal wszystkie siły wroga na talerzu. To wszystko, nic więcej na ten temat nie wiem ... - nie słysząc żadnej reakcji po drugiej stronie skończył - Hackett out.
Po chwili ciszy jaka zapadła w starym biurze Człowieka Iluzji Shepard wybuchł:
- Więc to był nasz mój plan?! Zebrać wszystkie siły galaktyki aby Żniwiarze mogli nas skosić za jednym zamachem!
- Dobrze wiesz że to nieprawda - Tali położyła mu rękę na ramieniu - i tak udało ci się osiągnąć więcej niż komukolwiek prędzej.
- To prawda - rzekła Liara starając się przybrać jak najbardziej odpowiedni ton głosu - miałam nadzieję że do tego nie dojdzie ale w tej chwili musimy się chyba skupić na przetrwaniu. Powinniśmy zrobić też wszystko aby ostrzec kolejne rasy ... jesteśmy to winni im a także Proteanom. Mamy spore szanse zważając iż Żniwiarze nie mają danych które zawsze zdobywali przy podbiciu Cytadelii.

Po kolejnej chwili milczenia Shepard smutno rzekł:
- Nie ja, ty ze swoimi wpływami i charakterem nadasz się wspaniale do tego zadania. Ja skończę tą walkę z bronią w ręku i choć nie mam do niej żadnych praw, liczę na piękną śmierć.
- Shepard ... nie zapominaj o mnie, nas, twoja śmierć nic nam nie da - Tali mówiąc te słowa objęła Sheparda.
- Shepard nie chciałabym psuć podniosłości chwili ale chyba coś mam, coś lepszego niż umieranie - po sekundzie zastanowienia EDI dokończyła - tak sądzę.
- Tak EDI?
- W danych Cerberusa jest jakaś wzmianka, a właściwie resztki które nie zostały do końca usunięte, o jakimś tajnym projekcie. Dane jakie mam wskazują iż informacje jakie udało się przy nim zebrać sprawiły że stał się bardzo ważny, niemal równie ważny co przejęcie kontroli nad Żniwiarzami Shepard.
Komandor jakby trochę rozpogodniał i rzekł:
- Zawsze to coś tylko co nam to daje?
- Powinniśmy udać się na Omegę, jestem niemal pewna że resztki Cerberusa tam będą miały swoją bazę.
Po tych słowach do sali wkroczyło dwóch żołnierzy przymierza a załoga Normandii wróciła na okręt.

- A więc Shepard chcesz abym odzyskała Omegę? - Aria przełożyła nogę na nogę rzucając jednoznaczne spojrzenie na barek.
- Nie chcę abym to ja odzyskał Omegę dla ciebie - rzekł Shepard podchodząc do barku i nalewając obu po drinku.
- Shepard! Cerbeus wyparł mnie z mojego domu, później szczęśliwie opuściłam Cytadelę chwilę przed tym jak znalazła się w stanie oblężenia. Nie mam czasu na podchody - nie widząc reakcji rzekła. - Załóżmy więc może na chwilę że ja jestem po stronie dobra i można mi w pełni ufać a ty nie jesteś świętoszkowaty.
- Jak sobie chcesz - komandor podał Arii drinka i po wzięciu łyka kontynuował - a więc sprawa wygląda tak, muszę się dorwać do danych Cerberusa które prawdopodobnie są na Omedze. Jeżeli Cerberus choćby poczuje nóż na gardle wszystkie dane znikną.

Aria wzięła łyka i po chwili zastanowienia odparła:
- Dobrze Shepard, mam jeszcze na Omedze masę kontaktów i wiele innych asów w rękawie, to się da załatwić. Ale mam jeden warunek.
- Zamieniam się w słuch.
- Podczas całej akcji będziesz się trzymał ode mnie i moich najemników z daleka, pozwolisz mi wszystko zrobić po swojemu nie wtykając nosa ani w moje metody ani w to co się stanie później.
- W krwawą akcję terroru - Shepard sztucznie się uśmiechnął.
- W końcu jestem królową stolicy reprezentującej "ciemną" stronę galaktyki czy nie jestem? - Nie doczekawszy się odpowiedzi której wcale nie oczekiwała dokończyła drinka. - Zatem opuszczam niezwłocznie Normandię.

Aria ruszyła w stronę drzwi, już po drugiej stronie rzekła do kogoś kogo Shepard nie widział:
- Jak kolejny raz zechcesz pobawić się w anioła w moim mieście dopilnuję żeby vorche zjadły twoje jaja, o ile je w ogóle masz.
Sheprad nie usłyszał odpowiedzi, za to po chwili ujrzał adresata tych słów. Po przedstawieniu mu sytuacji ten zapytał:
- To brak nadziei czy...
- Raczej brak innych opcji Garusie - Shepard nie pozwolił mu dokończyć - gdyby był jeszcze z nami Thane to kto wie ale tak ... szczerze mówiąc nie miałem pomysłu jak dokonać tego ataku. Po chwili ze sztucznym uśmiechem dodał:
- Mam nadzieję że czekanie z założonymi rękami mnie nie zabije.
- Póki co dokończ to co masz do wypicia - Turianin wskazał na drinka - a i Tali chciałaby się z pewnością z tobą zobaczyć, posłuchaj mojej rady i spędź ten czas wolny głównie z nią.
- Tak zrobię.

- No, no Shepard znajomość z Cerberusem to jedno ale z Arią...
- Do czegoś zmierzasz Ash?
- Nie, wybacz, znowu zaczynam.
- Nie szkodzi - powiedział pojednawczym głosem Shepard.
- Loco czy nie mieliśmy aby trzymać się z daleka?
- Spokojnie James, Joker zapewnił mnie że nas nie zobaczą z tej odległości - uświadomiwszy sobie iż to nie jest odpowiedź dokończył.- Wolę abyśmy byli gotowi wkroczyć w razie czego.
W tej samej chwili komandor dostał połączenie na które wszyscy czekali.
- Shepard możecie lądować, Cerberus a raczej to co z niego zostało, obudził się z ręką w nocniku. Nikt w ich głównej bazie nawet nie zdążył otworzyć gęby przed śmiercią, znajduje się ona tam gdzie była kryjówka archanioła. Ja muszę tu ... posprzątać.

- No, no ładne pobojowisko - rzekł James mijając rozwalonego atlasa - aż dziw bierze że dane są nie tknięte.
- Nie zapeszaj.
- Tak jest pani vas Normandy.
- I co EDI?
- Shepard według tych danych przekaźniki masy są czymś więcej niż nam się wydaje - przerwała zauważając lekkie skonfundowanie na twarzy sojuszników. - A no tak, dane zdają się być kompletne. Wracając do przekaźników, projekt o którym wspomniałam dotyczył tzw. czerwonego przekaźnika, tego prowadzącego do bazy Zbieraczy. Jego bliskość była zapewne głównym powodem ataku na Omegę.
- Do rzeczy EDI.
- Według tych danych Cerberus zbadał ten przekaźnik i doszedł do wniosku że wszystkie przekaźniki można przestawić w inny "tryb", niestety tylko te dwa "czerwone" można przestawiać majstrując przy nich samych. Resztę trzeba przestawiać w Cytadeli.
- No to pięknie, Cytadela już od kilku dni jest w stanie oblężenia, nie ma szans żeby się na nią dostać - James mówiąc te słowa wbił miecz ducha którym od dłuższej chwili się bawił w poprzedniego właściciela.
- Mam rozumieć że możemy ustawić żeby wszystkie przekaźniki były czerwone?
- Nie komandorze, tryb czerwony według tych danych jest unikatowy. Za to można go przestawić tak jak i resztę na tryb niebieski i biały - widząc iż Shepard chce coś powiedzieć kontynuowała odwracając się do konsoli - tryb biały ma być trybem czystym dużo ważniejsze dla nas są informacje o trybie niebieskim. Dane mówią iż służy on jak bateria, ładuje każdorazowo Żniwiarza który z niego korzysta. Naukowcy Cerberusa wysnuli wniosek iż fakt że ta bateria musi się odnawiać powoduje że Żniwiarze pojawiają się w naszej galaktyce cyklicznie, odchodzą zanim moc się wyczerpie, przekaźnik nie używany ma po jakimś czasie sam się dezaktywować co przyspiesza regenerację. Inny wniosek mówi że wszystkie przekaźniki, w każdym razie aktywne, są ze sobą połączone więc kiedy wyładuje się jeden wyładowują się wszystkie, równocześnie Żniwiarze mogliby korzystać w kółko tylko z dwóch a i tak mieliby tyle samo czasu co przy korzystaniu ze wszystkich równomiernie. Dane nie mówią w stu procentach co by się zmieniło gdyby Żniwiarz się rozładował, ale na podstawie obserwacji i posiadanych danych naukowcy wysnuli wniosek że uległyby znacznemu osłabieniu takie rzeczy jak pancerz, szybkość oraz główna broń. Optymistycznie patrząc pancernik Żniwiarza stałby się więc równy pancernikowi turian czy ludzi. Po chwili ciszy kiedy w pokoju, patrząc na osoby w nim będące, zdawało się że unosi się atmosfera nadziei Shepard przemówił tonem jakiego od dłuższego czasu nie używał.
- Dane mówią jak długo trzeba by czekać na to osłabienie po ostatnim doładowaniu?
- Hipoteza mówi o trzech pełnych ziemskich dniach, patrząc na te i inne dane mogę za to poręczyć.

Zwątpienie jako pierwsze pojawiło się na twarzy Ashley:
- Shepard nie chcę psuć nadziei, ale nie kojarzę jakoś informacji o częstych podróżach Żniwiarzy w tą i tamtą.
- Ja jestem w posiadaniu takowych - głos zabrała Liara - zresztą takie podróże są oczywistym wnioskiem patrząc iż na planetach można spotkać różnego rodzaje zombie.
- W sumie racja. - Ash nie dała się wytrącić z dobrego samopoczucia i pełna nadziei w głosie zapytała. - Zatem ruszamy na Ilos jak rozumiem?

- Komandorze nie mamy żadnych danych na temat tego co dzieje się na Cytadelii, Żniwiarze jednak wiedzą już chyba że my wiemy, na sojuszniczych planetach zaobserwowano wzrost ich liczebności, zatem już nie pilnują większością sił Cytadeli. Miło wiedzieć iż dla odmiany to te przeklęte puszki nie wiedzą co zrobić.
- Dobrze, mimo to nie wykorzystamy szansy aby teraz uderzyć. Co wiesz admirale na temat Ilos?
- Niewiele, ale siły Cytadeli nie mają żadnych danych o większych ruchach żniwiarzy w tamtym rejonie. Za to zaobserwowano tam wzmożoną aktywność Cerberusa. Komandorze zgodnie z twoją radą siły sprzymierzone unikają walki jak tylko się da. Dowództwo Quarian i Gethów przystało na twój plan. Jeżeli to wszystko ... Hackett out.
- Cerberus? - Garrus przysłuchujący się całej rozmowie zabrał głos. - Skoro są oni zindoktrynowani Żniwiarze o wszystkim wiedzą.
- Owszem, plan jest ryzykowny ale innego nie mamy - Shepard przez chwilę milczał. - Nasz plan zakłada iż Żniwiarze dobrowolnie dadzą nam otworzyć Cytadelę będąc przekonanym że wchodzimy w ich pułapkę. Kiedy jednak przekaźniki masy zmienią barwę zrozumieją co się stało, wówczas uderzą na Illos. Dlatego flota gethów i quarian będzie czekała na nasz znak. W odpowiedniej chwili zdesantują się na Ilos, po czym sama flota się wycofa a armia lądowa pomoże nam utrzymać Cytadelę i proteański przekaźnik do niej prowadzący. Będziemy musieli wytrwać trzy dni, jeżeli nie damy rady będziemy zmuszeni zniszczyć któryś z przekaźników.
- Da radę przeprogramować przekaźniki bez aktywacji tego na Cytadeli?
- Wszystko co wiemy wskazuje że tak.

- Joker wycofaj się, postaraj się nie rozwalić Normandii.
- Bez obaw komandorze, postaraj się znowu nie zginąć, strasznie nie lubię nowych dowódców, tego całego witania i głupich pytań o moją chorobę.
- Shepard przykro mi że nie mogę wam towarzyszyć, mój awatar nie działałby na takiej odległości. - Nie szkodzi EDI, dbaj o Jokera. Shepard out.
Shepard wraz z towarzyszami zdobyli przyczółek i szybko poruszali się w stronę przekaźnika. Dane jakie zdobyli po drodze wskazywały iż Cerberusowi udało się go aktywować i ustabilizować. Opór wroga był mały, szybko dotarli do miejsca skąd było już widać komory hibernacyjne protean, w tym miejscu Shepard dał znak połączonej flocie gethów i quarian. Dalsze przedzieranie się do przekaźnika stało się o wiele trudniejsze ze względu iż teren świetnie nadawał się do obrony.
- James co to do cholery było?
- Loco atlas już nie działa? Nie działa.
Shepard miał już coś powiedzieć kiedy w oddali zobaczyli cztery atlasy ze wspraciem wielu pomniejszych jednostek.
- Shepard ten atlas wciąż działa, wsiadam do niego - mówiąc te słowa Tali zajęła miejsce martwego poprzedniego kierowcy.
Ostrzał z atlasa wraz z obroną biotyczną Liary oraz ogniem zaporowym Garussa, Sheparda i Jamesa zrobiły swoje. Tuż przed przekroczeniem przekaźnika dotarli sojusznicy.
- Dobrze was widzieć.
- Was też komandorze, jestem geth-behemoth zwany też Kohorta, admirał Hackett tuż przed utratą z nim łączności kazał przekazać "plan się udał, obie floty wycofały się nie niepokojone".
- Dobrze, zapoznajcie się z terenem, to tu przyjdzie nam odpierać ataki, przynajmniej na początku. Proszę też o użyczenie jakiegoś pojazdu.
- Przyjąłem komandorze.

Po przejściu przez przekaźnik Shepard znalazł się w ogniu walki, siły Cytadeli walczyły z resztkami Cerberusa. Rozprawienie się z przeciwnikiem okazało się być banalne dzięki temu że Shepard wraz z sojusznikami znaleźli się za plecami wroga.
- Komandorze Shepard!? Może jakieś słowa wyjaśnienia?
- Nie teraz Bradley, przygotuj się do walki przy której ta przed chwilą była poranną kawką - Sheprad mówił te słowa niemal w biegu.
Drużyna nie niepokojona dotarła do panelu zarządzania Cytadelą.
- A więc to już? - w głosie Tali usłyszeć dało się podniecenie i strach zarazem.
- Obawiam się iż tego może dowiemy się dopiero za klika dni - głos Sheparda był spokojny, jakby robił jedyne co może w tej chwili robić.
Po chwili komandor powiedział z ulgą:
- No udało się ... chyba.
- Żadnych bum, oklasków, pisków? Jesteś pewien że ...
Garrus nie zdążył skończyć, pocisk uderzył go wprost w pancerz, nie wyrządzając żadnych szkód. Po odwróceniu się w stronę którą nadleciał ujrzał Człowieka Iluzję w otoczeniu dwóch duchów. Jednego ducha ściągnęła, a raczej rozerwała Liara, drugiego już bardziej klasycznie zabiła Tali. Człowiek Iluzja zdawał się tego nie zauważyć szedł pewnym krokiem ku Shepardowi który dał znak by wstrzymać ogień.
- Nie, nie rozumiem, miałeś otworzyć Cytadelę. Cóż ty uczynił?
- Nie dałem się wciągnąć w pułapkę.
- Ty głupcze, wciąż jeszcze możesz zrobić to co należy. Zrób to!
Człowiek Iluzja zaczął szybko podnosić rękę tak jakby chciał gestem wskazać co Shepard ma zrobić. W głowie Sheparda zaszumiało i zakręciło się, nic jednak ponadto się nie stało. Reakcja Jamesa i Garussa była jednak taka sama, obaj strzelili, już po naciśnięciu spustu zdali sobie sprawę iż to nie był atak na ich komandora, przynajmniej nie udany. Człowiek Iluzja poznaczony śladami indoktrynacji rzekł:
- Głupcze, jakże ty nic nie pojmujesz, nie widziałeś tego co ja. - osuwając się na ziemię i będąc coraz bardziej nieobecny wykrztusił jeszcze:
- Katalizator, trzy drogi, wybierz tą na lewo, niebieską, kontroluj Żniwiarzy, stań się Bogiem.
Milczenie przerwała Tali:
- Co to ma znaczyć?
- Pewnie zwykłe majaczenia osoby będącej już niemal po tamtej stronie - patrząc z pogardą na Człowieka Iluzję powiedział James.
- Komandorze! Komandorze Shepard!
- Tak żołnierzu?
- Kohorta mnie przysłał kazał przekazać że żniwiarze atakują, przy Ilos się od nich roi, lada chwila przystąpią do szturmu, będziemy gotowi.
- Przekaż te informacje Bradleyowi, powiedz też że ma wzmocnić siły po drugiej stronie przekaźnika i rozeznać się w sytuacji. - Shepard poczekał aż geth się oddali po czy odwrócił się do Garussa lekko się uśmiechając - Będziesz miał swoich bum pod dostatkiem, udało się nam.

Sprzymierzone siły odpierały ataki trzy dni, trzy dni przez które Żniwiarze podsyłali coraz to nowe siły, pozwoliło to ustabilizować się sytuacji w reszcie galaktyki. Równo trzy dni później w siłach Cytadeli zapanowała euforia, flota Turian zniszczyła kilka niszczycieli Żniwiarzy, przyszło im to dużo łatwiej niż jeszcze trzy dni prędzej. Po tym wydarzeniu Żniwiarze opuścili Ilos zapewne obawiając się ataku flot pod dowództwem admirała Hacketta. Siły sprzymierzone wytrwały, głównie dzięki świetnej kooperacji gethów i quarian.

Prawie wszyscy Żniwiarze wycofali się do układu Słonecznego. Połączone floty niemal wszystkich znanych ras zebrały się po drugiej stronie. Ciężko jednak powiedzieć aby panował powszechny konsensus. Wielu polityków, głównie asarii i salarian, twierdziło iż teraz kiedy wojna może nabrać konwencjonalnego charakteru każda rasa powinna zadbać o siebie. Nie zdobyli oni jednak szerokiego posłuchu nawet pośród swych braci i sióstr. Dowództwo Przymierza stale przypominało iż Żniwiarze nawet osłabieni wciąż mogą wygrać, choć ich żniwa z całą pewnością mocno zwolnią ze względu iż muszą zmienić taktykę.

W czasie kiedy na Ziemi trwały ciężkie walki w powietrzu gorzała największa bitwa jaką kiedykolwiek widziała społeczność galaktyczna. Ostatecznie padł nawet Zwiastun mimo iż pociągnął za sobą pięć pancerników sprzymierzonych, w tym jedyny raknii...

W tym samym czasie na Cytadeli.
- Powinniśmy tam być!
- Wiem co czujesz James ale spokojnie, jeszcze dziś ujrzysz ziemię, nie przegapimy takiej walki. Joker słusznie uznał że nie było czasu na przybycie po nas, w powietrzu i tak byśmy się nie na wiele zdali. Za to na Ziemi są niemal wszystkie pozostałe zombie, chmara która z pewnością nie padnie póki się nie włączymy do walki.
- Czy to Zwiastun!? - Ashley krzyknęła a oczy wszystkich zwróciły się na ekran.
Wśród ogólnej radości nikt nie zauważył że opiekunowie zamarli w bezruchu. Jeden opiekun podszedł do Sheparda. Na dźwięk jego chłodnego i bezuczuciowego głosu wszyscy zamarli, choć po całej Cytadeli wciąż unosiły się krzyki i płacze szczęścia.
- Komandorze Shepard chciałbym przeprosić w imieniu swojej rasy ... choć wiem że to nic nie znaczy. Mam mało czasu, około trzydzieści ludzkich minut, a wy z pewnością zasługujecie na odpowiedzi. Pytajcie.
Długie milczenie przerwała drżącym głosem Liara:
- Jaki jest twój i twojej rasy związek z tym wszystkim?
- Moja rasa była silnie zhierarchizowana, na jej szczycie stali kapłani. Byłem jednym z nich tak jak wszyscy którzy są teraz na Cytadelii. To my stworzyliśmy Cytadelę i przekaźniki masy, jednak wciąż było nam za mało, pragnęliśmy posiąść coś co nazwaliśmy boską cząstką. Doszliśmy do wniosku że boska cząstka kryje się w każdym stworzeniu, zrodziło to w jednym z nas istnie koszmarny pomysł zebrania wszystkich organizmów, niczym skoszenie ich aby tak jak z wielu ziaren powstało coś jednego. Reszta przystała na to, początkowo miało być łatwo. Mieliśmy poświęcić naszą rasę aby tą cząstkę posiąść, długoletnia kampania strachu i hierarchia ułatwiła nam to zadanie. Do zbiorów posłużyły nam SI których wy zwiecie Żniwiarzami, ale okazało się że to nie wystarczy, było to zaledwie małą cząstką tego czego potrzebowaliśmy. Okazało się że większość dusz "uszła", domyśliliśmy się iż da to życie innym stworom. Opracowaliśmy więc inny plan, plan cykli, niemal idealny dzięki temu że istotami organicznymi wbrew pozorom stosunkowo łatwo kierować. Na samym końcu stworzyliśmy Zwiastuna który miał przechować nasze "dusze" ale być dowodzony przez jednego z nas, "zaszczyt" ten spadł na głównego twórcę całego planu. Daliśmy się dobrowolnie zindoktrynować, proces ten był jednak bardzo powolny dzięki czemu nasze "ciała" się nie zmieniły, jedynie dusze z nich uszły. Żniwiarze nie wiedzieli co właściwie robią, odkryliśmy że to SI może zyskać duszę, zaprogramowaliśmy ich więc tak aby uważały istoty organiczne za pomyłkę, błąd. Mijały setki tysięcy lat a myśmy kontynuowali swoje dzieło, mimo iż trwało to bardzo długo zawsze było jednak tak że żal było przestać patrząc na cierpienie jakie już się wyrządziło, w dodatku po zyskaniu boskiej cząstki mieliśmy to cierpienie wynagrodzić. Z czasem większość z nas zrozumiała jacy głupi byliśmy i że zapewne nigdy nam się nie uda. Wówczas okazało się że nasze wątpliwości i tak nic nie zmieniały jako że dowodzący Zwiastunem takowych nie miał. Ludzkość, jej ogromna różnorodność genetyczna, była promykiem nadziei. Okazało się jednak iż ludzki żniwiarz nie spełni oczekiwań. Cykle dobiegły jednak końca, główna zasługa w tym ciebie komandorze Shepard, protean i twoich sojuszników. My odejdziemy niebawem już do historii, co powinno stać się wiele tysięcy lat temu zapewne.
Po kolejnej chwili milczenia głos zabrała Tali:
- Powiedziałeś że SI może zyskać duszę, jak?
- Poprzez żniwa Żniwiarze przechowywali wiele dusz, mogli je także "przekazać" innym SI które same przez się ich zyskać nie mogły. Żniwiarze nigdy nie użyli by sami tych dusz ale byli gotowi dać je komuś aby osiągnąć swój cel, po czym znowu je odzyskać.
Ostatnie pytanie zadał Shepard:
- Czy to może się powtórzyć?
- Nie, przez cały czas widziałem i wiedziałem wszystko to co Zwiastun, nie natrafiłem przez ten czas na żadną rasę która mogłaby dopuścić do tego do czego my. My nie natknęliśmy się na inne formy życia, uważaliśmy się za wyjątkowych. W swoim zaawansowaniu technologicznym byliśmy niezwykle zacofani pod względem pojmowania istoty życia czy też boga i naszej roli w jego planie. To trochę chyba tak, stosując dość prymitywne porównanie, jakby pierwsze stworzenie nie wiedziało co to śmierć i się zabiło. Ciężko oczekiwać że inni też tak zrobią, niemożliwością jest aby cała rasa tak zrobiła. Jeżeli miałbym jednak wskazać cechy jakie doprowadziły do tego czym się staliśmy to jako pierwsze na myśl mi przychodzą fanatyzm, strach, ślepe posłuszeństwo. Dziękuję komandorze, dziękuję za odzyskanie dla nas przywileju śmierci - po tych wciąż niezwykle "suchych" jakby wypowiadała je maszyna słowach, uszło z niego i setek innych znajdujących się na Cytadeli opiekunów życie.
Tali, James, Liara, Ashley i Shepard jeszcze przez długi czas stali bez słowa, tylko analizując. Ciszę przerwał głos Hacketta informujący o tym że sprzymierzeńcy odnieśli zwycięstwo, choć przyszło za nie zapłacić wysoką cenę. Joker już po nich leciał, mieli dołączyć do reszty sojuszników desantujących się na Ziemi. Sekundę po skończeniu tej rozmowy przyszło inne połączenie...

Z początku komandor usłyszał tylko odgłosy walki która zdawała się wygaszać, po chwili doszedł do jego uszy zmęczony a zarazem podniosły głos Andersona:
- Shepard, nie utrzymamy się ... zaszczytem było cię poznać.
Komandor, niespodziewający się takiego ciosu w tej chwili, był w stanie wydusić z siebie jedynie suche, choć szczere:
- Ziemia nie mogła wyobrazić sobie lepszego bojownika, a ja dowódcy i przyjaciela generale. Po tych słowach zapadła chwila ciszy zdająca się trwać wieki, została przerwana przez pełne spokoju słowa Andersona:
- Słyszę ... muzykę, Anderson ou..
- Raknii! - krzyk jakiegoś żołnierza przerwał wypowiedź admirała.
Sekundę później Shepard usłyszał głos byłego dowódcy, wśród odgłosów walki która ożyła na nowo:
- Nie dziś skurwysyny! Nie dziś! ... Anderson out.